krolik

Wrzesień 11, 2007

Koreczkowi rosna zeby. wyglada jak krolik. nie wierzycie?

krolik


czasem nie daje sobie rady

Wrzesień 10, 2007

naprawde staram sie szkolic pozytywnie. czytam duzo na ten temat. Korek szybko sie uczy, jest posluszny, oczywiscie czasem swiruje (skacze, kradnie ze stolu, gryzie meble), ale rozumiem, ze:

a) szczeniaki tak maja

b) zazwyczaj to proba zwrocenia na siebie uwagi (kiedy zostaje sam w domu, nic nie niszczy)

c) albo efekt niewybiegania (za krotki spacer) – przy okazji musze powiedziec, ze wybieganie podenka jest coraz trudniejsze i zaczyna graniczyc z niemozliwoscia. na stronach o rasie czytalam: minimum 2 godziny ruchu dziennie. chyba raczej powinno byc: minimum dwugodzinne spacery ;)

nie radze sobie z dwiema rzeczami: z pozeraniem smieci i z warczeniem i klapaniem, kiedy cos idzie nie po jego mysli.

i juz teraz, kiedy to pisze (oto, jak bardzo przydaje sie blog – m.in. do pozbierania mysli) wiem, dlaczego sobie nie radze i jakie bledy popelniam. przede wszytkim: reaguje emocjonalnie. czasem sie zapominam i probuje uzyc przymusu (ale nie bezposredniaj przemocy, na szczescie). a na przymus Korek reaguje buntem. przyzwyczajona, ze Korek swietnie zalapal „doggie zen” – mowie „nie rusz”, ale irytuje sie, kiedy nie oddaje czegos natychmiast. a jesli jest to rzecz wyjatkowo atrakcyjna – nie oddaje. za to potrafi zawarczec. na co ja sie wkurzam i awantura gotowa. a po takiej awanturze znow jest gorzej, znow trzeba wracac do cwiczen, kupowac fajniejsze przysmaki na wymiane.

ale – pytanie bardzo serio – co robic w sytuacji podbramkowej? Korek na plazy porwal jakas wyjatkowo smierdzaca padline. nie oddalby jej za cala szynke swiata ;) – wiec na „nie rusz” – zwial. kurcze, w 9 przypadkach na 10 „nie rusz” dziala. pies siada, dostaje nagrode, wszyscy zadowoleni. ale nie przy wyjatkowo smierdzacej padlinie. im wieksze paskudztwo, tym lepsze – ale moze zaszkodzic. wiec Ulti pobiegl za Korkiem i go zlapal, oczywiscie przepychanka, warczenie, gryzienie, zlosc po obu stronach. nastepnego dnia Korek bardzo nieposluszny, komende „nie rusz” diabli wzieli. zupelnie sie nie dziwie, ale nie wiem, co robic w podobnych sytuacjach. cwiczymy dalej, ale zawsze moze trafic sie jeszcze bardziej smierdzaca padlina. a nie odebrac, a potem leczyc przytrutego psa – nie specjalnie mi sie usmiecha.

warczenie i klapanie tez bywa sytuacja podbramkowa. bo sa takie momenty, kiedy trzeba zrobic cos, co psu nie pasuje. oczywiscie, w sytuacji idealnej powinno sie stworzyc takie warunki, zeby mu pasowalo albo przynajmniej sie oplacalo. ale moze sie nie udac. jak reagowac na psi bunt? podenkowe zabki robia sie coraz ostrzejsze. i wcale nie mam ochoty byc nimi szczypana, nawet jesli nie jest to agresja „na serio”.

mam nadzieje, ze odpowiem sobie kiedys na te pytania.

jednym slowem: gdybysmy byli idealnymi wlascicielami, to pewnie mielibysmy idealnego psa. ale nie jestesmy. dopiero sie uczymy, a zreszta nikt nie jest nieomylny. czasem przeraza mnie odpowiedzialnosc za psie wychowanie.


podenco na plazy

Wrzesień 9, 2007

pojechalismy pokazac Korkowi morze.

nie zrobilo na nim wrazenia.

piasek sie podobal (mozna w nim kopac), woda sie nie podobala (zimna), ludzie na plazy sie podobali srednio (nie chcieli sie bawic), spotkani znajomi pana i pani podobali sie baaardzo (byli zachwyceni i nawet dali sie troche popodgryzac).

dzien bardzo meczacy, jazda samochodem, bieganie, bieganie, bieganie, jazda samochodem. troche przeforsowalismy, ale tez sie sprawdzilismy. ze mozna. ze Korek na dluzszej wycieczce nie sprawia wiecej klopotow niz normalnie.

woda

woda jest zimna
piasek

piasek jest fajny

patyk

a patyki jeszcze fajniejsze


podenco i telefon

Wrzesień 7, 2007

telefon jest obiektem nieustajacej fascynacji podenka.

bo mozna zrzucic sluchawke (a jeszcze lepiej, jesli uda sie ja delikatnie zdjac) i posluchac, jak robi piiii. bo mozna wtedy ponaciskac nosem guziczki i sprawdzic, czy da sie uzyskac inny dzwiek. bo pani sie tak zabawnie irytuje, kiedy to robimy ;)

efekt jest taki, ze kiedy dzwoni telefon, kto sie zrywa z najglebszego snu i jest pierwszy przy aparacie? podenco oczywiscie.


pierwsza wystawa

Wrzesień 4, 2007

omal nie zapomnialam napisac: w niedziele bylismy na wystawie psow. czystym przypadkiem, kompletnie nieprzygotowani. po prostu – w piatek spotkalismy znajomego, ktory powiedzial ze jedzie, i zapytal, czy bysmy sie nie wybrali. ze mozna zglosic psa juz na miejscu. no to sie wybralismy.

w sumie chodzilo nam przede wszystkim o to, zeby ktos Korka profesjonalnie obmacal i powiedzial, czy beda z niego ludzie, tfu, znaczy podenki ;) i zeby sie przyzwyczajal do ringu.

i tak to Korek wystartowal w klasie szczeniat. jako jedyny podenko, wiec to zaden sukces, ze otrzymal note bardzo dobra. szkoda, ze nie bylo porownania. na finale: piate miejsce. i wcale nie spodziewalam sie wiecej, bo niby od szczeniat nie wymaga sie stania w postawie itp., ale Korek przeszedl samego siebie w kategorii zachowywania sie jak dupa wolowa. no spojrzcie tylko:

wystawa1

typowa pozycja Korka zaklopotanego. „ale czego ode mnie chca?”

wystawa2

w ruchu. morda do przodu: „spadamy stad, prawda?”

wystawa3

ogladanie uszu. „no zooostaw mnie juz”

wystawa4

ogladanie zebow: „mowilem zostaw!”

ale musze przyznac, ze poza ringiem zachowywal sie wzorowo. zero stresow. grzecznie wital sie ze wszystkimi (uwielbiam go za to witanie; Korek nie podlatuje do obcych psow, tylko siada i majta ogonem. jak pies chce powachac, to powacha, a jak nie, to trudno. bez laski). musimy sie wziac za cwiczenie pozycji wystawowej (troche mnie to martwi, bo nie umiem…), bo wstyd; a niektore szczeniaki mlodsze od niego ustawialy sie rewelacyjnie.

nigdy nie bylam entuzjastycznie nastwiona do wystaw (i nie wystawialam zadnego z moich psow), ale jeszcze pare takich przygod i chyba zlapie zylke hazardu ;) sie ma podenka, to sie chce go pokazac swiatu ;)


zdjecia

Wrzesień 4, 2007

dawno nie bylo fotek, a Korek rosnie coraz wiekszy… wiec dzis maly fotoreportaz pt.: podenco dobry na wszystko ;)

podenco domowy:

wyrko

spac

podenco zbozowy:

zboze

zboze1

stok

podenco blotny:

bloto

podenco sloneczny:

slonce

podenco szczesliwy:

biegi

podenco dobrze wychowany ;)

noga


skoki

Sierpień 22, 2007

wiadomo, ze podenki skacza. i to jak skacza! ponoc na 2 metry bez rozbiegu, ale ja osobiscie jestem szczegolna fanka numeru pt. matrix-podenco, czyli: skok na sciane, odbicie sie lapami i zbiegniecie po pionowej scianie na dol. widzialam i podziwiam.

Korek jeszcze na nauke skokow ma czas. wole raczej, zeby stawow nie nadwyrezal.

no ba. ale Korek odkrywa w sobie nature podenka. ostatnio skacze na wszystko. na mnie, co oczywiste. bawi sie w polowanie, uskuteczniajac klasyczny podenkowy trojskok na lace. staje slupka, kiedy cos go zaciekawi. no i zaczyna sie interesowac wszystkim, co powyzej glowy. na przyklad kamiennym murkiem dookola domu. ten juz nie stanowi przeszkody. a jest niezwykle ciekawy, bo bywaja na nim koty, a w jednym miejscu, gdzie zebralo sie troche ziemi, jest kocia toaleta (czego bym nie zauwazyla gdyby nie ustawiczne zainteresowanie Korka tym fragmentem przestrzeni).

Korek rosnie i siega juz bez problemu morda do zlewu. oczywiscie w celu wylizywania talerzy. czekam tylko, kiedy zacznie wskakiwac.

bo na stol juz potrafi. co wykazal dzisiaj. dostalam takiego ataku smiechu, ze nawet nie umialam go skarcic.


podenco w samochodzie

Sierpień 20, 2007

jak juz pisalam, Korek cierpi na chorobe lokomocyjna, wiec zeby sie przyzwyczajac czesto jezdzimy samochodem na krotkie dystanse. wlasciwie powinnam napisac: cierpial, bo juz nie wymiotuje, chociaz dalej okropnie sie slini. nie wiem, czy to slinienie jest efektem mdlosci, czy stresu, w kazdym razie jest dosyc klopotliwe.

bo wciaz woze Korka na kolanach. zaczelam, zeby go kontrolowac kiedy wymiotuje (nauczyl sie robic to do torebki :) ), i tez troche dlatego, ze zal mi bylo malego szczeniaczka zostawiac samego w bagazniku :) prosze sobie nie wyobrazac zamknietego bagaznika samochodowego – mowa o sporej, otwartej przestrzeni z tylu terenowki.

ale po pierwsze, Korek rosnie, i przestaje mi sie miescic na kolanach, a po drugie, jest bardzo klopotliwy (wierci sie i pluje na dystans ;) ) nadszedl wiec czas na przeprowadzke do bagaznika.

naczytalam sie o klopotach z przyzwyczajeniem psa do samochodu, i bylam pelna pesymizmu. tym bardziej, ze zamiast polubic te nasze wyjazdy, Korek coraz bardziej niechetnie daje sie wsadzic do samochodu, a ostatnio wrecz wykonuje „w tyl zwrot” jak tylko na horyzoncie pojawiaja sie kluczyki. i zadne tam „oszustwa” typu wabienie smakolykami nie pomagaja.

no i spotkala nas niespodzianka.

pelna obaw (czy nie robie zle) odlowilam Korka spod drzwi, gdzie zwial czujac, ze szukuje sie podroz (zle, trzeba bylo go zachecic – ale, jak napisalam powyzej, zachecanie nie dziala).

wsadzilam go do bagaznika (zle, trzeba bylo pozwolic by sam wskoczyl – ale za zadne skarby by nie wskoczyl i juz).

wlazlam sama, usiadlam kolo niego, dalam smakolyk, opowiedzialam, ze samochod jest suuuuper (podobno brzmialo to malo przekonujaco, ale chyba uwierzyl ;) ).

posiadzialam. wysiadlam, zamknelam drzwi. spodziewalam sie paniki – a gdzie tam. uszy w gore i rozgladamy sie dookola.

wsiadlam do samochodu. wyplacilam smakolyk. zjedzony, pelnia szczescia (psiego).

no to pojechalismy. miala byc minutka dookola wsi, ale ten glupek radosnie wygladal przez wszystkie dostepne okna i wydawal sie zadowolony, wiec pojechalismy do miasteczka. 10 km. bo Korek uwielbia jezdzic do miasteczka (przechadza sie w tlumie niczym gwiazda filmowa, uprzejmie odpowiadajac na zachwyty przechodniow). kawa w ogrodku na rynku i z powrotem. w drodze powrotnej Korek polozyl sie i zasnal, co nigdy nie udalo nam sie, kiedy jezdzil na kolanach. i wszystko to bez slinienia sie i wiercenia.

no to kolejny problem mamy z glowy. dla mnie kolejne zaskoczenie z dlugiej serii: jak to mozliwe, ze ten pies jest tak prosty w obsludze? i wielka ulga, bo pod koniec wrzesnia czeka nas dluzsza podroz, ktorej nie wyobrazalam sobie z podenkiem na kolanach.


czy ja juz wspominalam…

Sierpień 19, 2007

…ze ten pies nie boi sie niczego?

burzy tez sie nie boi.

wiekszosc pierwszej burzy w swoim zyciu przespal.

na dzwiek wyjatkowo groznego grzmotu sama sie poderwalam i poszlam sprawdzic co z psem.

obudzil sie. wstal. i… wyszedl na balkon, tam sie polozyl i obserwowal co bedzie dalej. moze znowu cos walnie?

:D


jeszcze o emocjach

Sierpień 18, 2007

od poczatku postanowilismy, ze nie bedziemy karac psa, i coraz bardziej przekonuje sie, ze to wlasciwa decyzja. niepozadane zachowanie = brak nagrody. i niesamowite, jak szybko Korek to zalapal.

a dlaczego wlasciwa decyzja? bo maly jest coraz bardziej na nas skupiony, coraz mocniej stara sie odgadywac, czego od niego oczekujemy, stara sie zasluzyc na nagrode (niekoniecznie materialna, nagroda moze byc chociazby poswiecenie mu uwagi). mysle, ze kary moglyby (poza innymi negatywnymi skutkami) oslabic ta jego wrazliwosc („olewaja mnie? i bardzo dobrze, przynajmniej nie dali po doopie”). a wrazliwy to on jest. zdarzylo nam sie kilka razy naprawde na niego wkurzyc (a komu sie nie zdarzylo?), na tyle, ze po prostu nie chcialo nam sie zajmowac psem, po prostu szlismy, rozmawiajac miedzy soba o tym, jacy jestesmy wkurzeni :) – a Korek wlokl sie za nami z nieszczesliwa mina, co jakis czas dostawiajac sie do nogi zeby pokazac jaki jest grzeczny :)

nie, nie robie tego specjalnie. opisuje jak jest.

a tak na marginesie, to mamy psa klikerowego bez klikera ;) o co chodzi?

kazdej nagrodzie towarzyszy pochwala „suuuuper”. czasami jest tylko pochwala, bez innej nagrody. i Korek mi sie zupelnie przypadkiem uwarunkowal na „suuuuper” :D na dzwiek tego slowa natychmiast jest gotowy do pracy i obserwuje mnie, zeby odgadnac czego od niego chce. wczoraj rozmawialismy o tym wieczorem, kiedy Korek spal – i na slowo „super” postawil uszy i sie obudzil.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.