czasem nie daje sobie rady

naprawde staram sie szkolic pozytywnie. czytam duzo na ten temat. Korek szybko sie uczy, jest posluszny, oczywiscie czasem swiruje (skacze, kradnie ze stolu, gryzie meble), ale rozumiem, ze:

a) szczeniaki tak maja

b) zazwyczaj to proba zwrocenia na siebie uwagi (kiedy zostaje sam w domu, nic nie niszczy)

c) albo efekt niewybiegania (za krotki spacer) – przy okazji musze powiedziec, ze wybieganie podenka jest coraz trudniejsze i zaczyna graniczyc z niemozliwoscia. na stronach o rasie czytalam: minimum 2 godziny ruchu dziennie. chyba raczej powinno byc: minimum dwugodzinne spacery ;)

nie radze sobie z dwiema rzeczami: z pozeraniem smieci i z warczeniem i klapaniem, kiedy cos idzie nie po jego mysli.

i juz teraz, kiedy to pisze (oto, jak bardzo przydaje sie blog – m.in. do pozbierania mysli) wiem, dlaczego sobie nie radze i jakie bledy popelniam. przede wszytkim: reaguje emocjonalnie. czasem sie zapominam i probuje uzyc przymusu (ale nie bezposredniaj przemocy, na szczescie). a na przymus Korek reaguje buntem. przyzwyczajona, ze Korek swietnie zalapal “doggie zen” – mowie “nie rusz”, ale irytuje sie, kiedy nie oddaje czegos natychmiast. a jesli jest to rzecz wyjatkowo atrakcyjna – nie oddaje. za to potrafi zawarczec. na co ja sie wkurzam i awantura gotowa. a po takiej awanturze znow jest gorzej, znow trzeba wracac do cwiczen, kupowac fajniejsze przysmaki na wymiane.

ale – pytanie bardzo serio – co robic w sytuacji podbramkowej? Korek na plazy porwal jakas wyjatkowo smierdzaca padline. nie oddalby jej za cala szynke swiata ;) – wiec na “nie rusz” – zwial. kurcze, w 9 przypadkach na 10 “nie rusz” dziala. pies siada, dostaje nagrode, wszyscy zadowoleni. ale nie przy wyjatkowo smierdzacej padlinie. im wieksze paskudztwo, tym lepsze – ale moze zaszkodzic. wiec Ulti pobiegl za Korkiem i go zlapal, oczywiscie przepychanka, warczenie, gryzienie, zlosc po obu stronach. nastepnego dnia Korek bardzo nieposluszny, komende “nie rusz” diabli wzieli. zupelnie sie nie dziwie, ale nie wiem, co robic w podobnych sytuacjach. cwiczymy dalej, ale zawsze moze trafic sie jeszcze bardziej smierdzaca padlina. a nie odebrac, a potem leczyc przytrutego psa – nie specjalnie mi sie usmiecha.

warczenie i klapanie tez bywa sytuacja podbramkowa. bo sa takie momenty, kiedy trzeba zrobic cos, co psu nie pasuje. oczywiscie, w sytuacji idealnej powinno sie stworzyc takie warunki, zeby mu pasowalo albo przynajmniej sie oplacalo. ale moze sie nie udac. jak reagowac na psi bunt? podenkowe zabki robia sie coraz ostrzejsze. i wcale nie mam ochoty byc nimi szczypana, nawet jesli nie jest to agresja “na serio”.

mam nadzieje, ze odpowiem sobie kiedys na te pytania.

jednym slowem: gdybysmy byli idealnymi wlascicielami, to pewnie mielibysmy idealnego psa. ale nie jestesmy. dopiero sie uczymy, a zreszta nikt nie jest nieomylny. czasem przeraza mnie odpowiedzialnosc za psie wychowanie.

Odpowiedzi: 3 do “czasem nie daje sobie rady”

  1. Anza&Hacker mówi:

    Hey ;o)
    Każdy ma wzloty i upadki – a Ty masz z tego co kojarze naprawde ciężką rase do wychowania, więc nie przejmuj się, bo idzie wam jak na razie świetnie! – a co do świństw – rady nie ma – musisz po prostu albo fizycznie mu uniemożliwić zjadanie padliny w miejscach, gdzie można ją spotkać – najlepiej stosować management (kaganiec, długa linka etc.), albo fizycznie psu zdobycze odbierać, ale to się wiąże z dużym ryzykiem przy takiej rasie jak podenco – może źle wpłynąć na przyszłość, bo pies uczy się złych zachowań jak podgryzanie, histerie etc. :( (

    Ja bym na Twoim miejscu znalazła jakąś padline i robiła z nia klasyczne “odwrażliwianie” – co prawda pies sie jej nei boi – ale zaleciła bym taki sam tryb ćwiczeń jak przy odwrażliwianiu…. czyli ćwiczysz z psem proste rzeczy jak np. siad i stopniowo zmienjaszasz odległość miedzy Wami, a padliną – psa cały czas w okolicach padliny oczywiście trzymaj na smyczy ;o)

    Potem jak już będziesz mogła skupić psa w miare blisko padliny psa na sobie – ćwicz chodzenie przy niej na luźnej smyczy, co wylewnie(!) chwal – zawsze fizycznie uniemożliwiając psu wzięcie “pyszności” w morde x]

    Znam wiele osób, które tka nauczyły nie podejmowania pokarmu z ziemi, acz nie zawsze przekłada się to w 100% na psa spuszczonego ze smyczy, który biega swobodnie inapotyka, aż tak nęcącą zdobycz ^^”

    W każdym razie jedno co bym robiła na pewno to nie wydawała psu komendy “nie rusz” kiedy wiesz, że ma coś, czego nie zostawi jak np. padlina – to oczywiście, żeby nie kojarzył sobie źle polecenia, np. z wyrwaniem zdobyczy z pyska – no to powodzenia! ;o)

  2. anansi mówi:

    Hej, dzieki za wyczerpujaca odpowiedz :)
    jasne, kazdy ma wzloty i upadki, i takie wpisy jak ten moj powstaja pod wplywem emocji – trudno sie czasem nie wkurzyc, ale Korek i tak jest kochany :D
    management – pewnie, tylko ze na lince Korek swinstw nie rusza… chyba, ze mijamy juz dwudziesta kupe w ciagu jednego spaceru, i emocje biora gore. moze wytrzymac kilka pokus pod rzad, ale nie tyle! a szarpanie sie z psem na lince jest zaprzeczeniem funkcjonalnosci linki. z kagancem zamierzamy sprobowac.
    odbieranie – czasem jest konieczne, chociaz wiem, ze to kiepskie rozwiazanie. zreszta zazwyczaj konczy sie awantura (jak piszesz – histeria).
    odwrazliwianie – Korek jest sprytny i dobrze wie, ze na lince nic nie wskora, wiec… “odbije sobie” innym razem, kiedy go spuszcze…
    “nie rusz” stosuje albo ZANIM wezmie w pysk – i chwale, albo kiedy mam czas i cierpliwosc. wtedy przytrzymuje go tak, zeby nie mogl polknac i czekam, az mu sie znudzi i pusci. metoda srednia, bo chociaz nie jest to fizyczna przemoc (zabieranie), to jednak nieprzyjemne dla psa. ale mysle, ze lepiej to, niz wyrywac mu na sile.

  3. Siwy mówi:

    zalosne!

Dodaj komentarz