ucze sie od psa

sierpień 15, 2007

ucze sie codziennie. ucze sie, jak funkcjonuje psi umysl – ucze sie prostoty, bo psie emocje i reakcje sa proste, a ze czesto niezrozumiale dla ludzi – coz, to my, ludzie jestesmy skazeni przez kulture. i za duzo myslimy :)

bardzo latwo jest psa uszczesliwic. latwo tez sprawic, by byl nieszczesliwy. bardzo sie staramy, zeby Korek nigdy nie byl :)

wczoraj zapobiegl prawdopodobnie powaznej klotni malezenskiej – bo swiadomosc, ze jestesmy odpowiedzialni za niewinna istote, pomaga. atmosfera byla ogolnie nerwowa (kazdy moze miec zly dzien) i awantura wisiala w powietrzu. Korek krecil sie po domu zdezorientowany, az w koncu nie wytrzymal i nasiusial pod samymi drzwiami, nie zdazyl poprosic o wypuszczenie. zafundowalismy mu w ramach przeprosin dlugi spacer i mnostwo zabawy – kompletne szalenstwo z ganianiem sie, chowaniem za krzakiem, szarpaniem w zabawie i skakaniem przez rowy, potem dla uspokojenia troche prostych cwiczen – a po spacerze zasnelam z Korkem przytulonym do mnie ciasno, objal mnie lapkami za szyje i za kazdym razem, gdy sie budzil, dostawalam lizniecie w policzek. niesamowite, bo Korek zadko okazuje uczucia i nie jest typowym pieszczochem. odbieram to tak, ze spacer i odreagowanie negatywnych emocji pomoglo – i bardziej nas zblizylo.

a dzisiaj byla dluga wycieczka z okazji wolnego dnia (swieto). i kolejna niespodzianka, czyli Korek chodzacy przy nodze bez smyczy (blizej domu chodzimy ostatnio tylko na lince, bo jestesmy w trakcie odrobaczania i nie chce zeby znow sie czyms zarazil). prawdpodobnie pomogl fakt, ze mialam na sobie spodnie-bojowki, i psie smakolyki w dolnej kieszeni, akurat na wyskosci psiego pyska – wygladalo to niezwykle profesjonalnie, psi leb przy moim kolanie i psie oczy wpatrzone we mnie, a ze tak naprawde moglo chodzic o zapach chrupek – no coz ;)


“udomawianie” i moje bledy

sierpień 10, 2007

udomawianie, czyli nauka funkcjonowania w ludzkim stadzie.

bo ludzkie stado dziala na zupelnie innych zasadach niz psie stado. na przyklad nie walczy sie o jedzenie. tego Korek nauczyl sie szybko – juz po kilku probach wskoczenia na stol, na ktorym akurat stal obiad, przekonal sie, ze to nie jest akceptowana przez stado metoda zdobywania pozywienia. odkad zaczelismy uczyc sie komendy “siad”, Korek siad rowniez bez komendy ;) kiedy chce dostac cos dobrego. tego oczywiscie nie nagradzamy. warto byloby wprowadzic jakas forme “mowienia prosze“, ale nie mam pomyslu, co by to moglo byc (podawanie lapy wydaje mi sie troche dziecinne).

powoli uczymy sie, ze zamiast brutlanych szczeniecych zabaw z podgryzaniem i skakaniem mozna miec wielka frajde rowniez np. cwiczac nowe komendy (stare tez).

i uczymy sie, ze mozna okazywac emocje inaczej niz gryzac. moze to egoistyczne, ale przez ostatnie dwa lata spedzone bez zwierzaka w domu (jak mysmy wytrzymali tyle czasu?) brakowalo mi psiego przytulania czy lizania w ucho :) a Korek, jak sie okazalo, woli zabawe i podryzanie od pieszczot. ale jestesmy na dobrej drodze do zrobienia z niego pieszczocha ;) wczoraj spotkal mnie zaszczyt – moje ucho zostalo polizane, a nie ugryzione z calej sily :D

moje bledy, jedne z wielu

szkolilam psa tylko raz, moja pierwsza suke, i bylo to w czasach rozkwitu teorii dominacji. chodzilysmy na szkolenie do trenera, ktory byl zwolennikiem brutalnych metod (jesli chodzenie przy nodze, to tylko w kolczatce i pies szarpany z calej sily…). troche zmienil zdanie, jak poznal moja sunie – zmiekl pod wplywem jej uroku ;) ale pewne zasady pozostaly. i trudno mi sie teraz przestawic na metody pozytywne. oczywiscie nigdy nie uderzylabym Korka ani nie zalozyla mu kolczatki, ale pewnych odruchow (np. szarpnecie za smycz) trudno mi sie pozbyc. ale Korek jest swietnym nauczycielem :D

pisalam, ze martwi mnie warczenie Korka, np. kiedy chce mu odebrac pozerany wlasnie smiec. chyba juz wiem, co jest grane. to nawet nie jest probe odebrania “zdobyczy”. to reakcja na moje zachowanie – chwytanie za obroze albo za kark. zmienilam taktyke: przytrzymuje go za boki lebka i czekam az wypluje (idealnie byloby w ogole nie musiec go unieruchamiac, ale do tego jeszcze daleka droga). i nie ma warczenia! czas oczekiwania tez sie powoli skraca, bo zaczyna do niego pomalu docierac, ze jesli odda, to moze liczyc na nagrode (nie daje nagrody za samo oddanie smiecia. odwracam jego uwage i kaze zrobic “siad” albo cokolwiek innego, za co moze dostac przysmak).

inna sytuacja, w jakiej Korek warczy, to zmuszanie do powrotu do domu, jesli nie chce. wiec nie zmuszam. na poczatku bywalo, ze protestujacego Korka bralam na rece albo odciagalam na smyczy. wtedy mialam wyrywanie sie, bywalo, ze warkot. a przeciez mozna to zalatwic prosciej i przyjemniej! rownaj + podwojna porcja przysmakow na zachete, i Korek pojdzie gdzie tylko zechce :) alternatywnie: “idziemy do domu, dostaniesz chrupka” – czyli male przypomnienie, ze w domu czeka jedzenie. bo czeka zawsze. chocby to bylo zaledwie kilka granulek suchej karmy.


zeby nie bylo za pieknie

sierpień 5, 2007

nie chce powiedziec, ze Korek w ogole nie sprawia problemow. tylko, ze duzo przyjemniej sie pisze o milych sprawach… problemy z Korkiem sa nieliczne, ale sa:

- zjadanie smieci na spacerze. ze szczegolnym uzwglednieniem kup (pomalu udaje sie wyeliminowac) i zdechlych myszy, kretow itp. (o czym pisze na forum, i nie chce mi sie tutaj powtarzac). warczenie, kiedy zabiera mu sie “zdobycz” – dzieki odpowiedziom na forum zrozumialam, ze za bardzo sie tym przejmuje. wiec sie nie przejmuje. i pomalu problem znika. szczegolnie, jesli mam w kieszeni smakolyki – wtedy jestem ukochana pania, za ktora poszedlby w ogien ;)

- brudzenie w domu. pisalam, ze nie mamy z tym problemu. nie mamy, w tym sensie, ze Korek wie, ze nalezy zalatwiac sie na zewnatrz, i nie brudzi kiedy zostaje sam. zdarza mu sie za to nasiusiac przy nas – w trakcie szczegolnie intensywnej zabawy, albo pod wplywem emocji (np. jakis halas za oknem). staram sie nie irytowac sie zanatdo, rozumiem, ze to jeszcze dzieciak i nie najlepiej sie kontroluje. wygralam tyle, ze Korek drapie w drzwi kiedy potrzebuje wyjsc. oczywiscie, jesli emocje sa silne, nawet nie zdazy podjesc do drzwi i ulewa sie z niego tam, gdzie stoi :(

- kradzieze. czyli porywanie wszystkiego, co nie jest schowane dosc wysoko. tez kwestia wieku. szczeniaka trzeba pilnowac – i “nie wolno”, “nie wolno”… troche sie boje, zeby nie bylo za duzo tego “nie wolno”, po pierwsze, moze przestac zwracac uwage, a po drugie – musi przeciez byc cos, co wolno! w koncu chodzi o dobra zabawe! wiec czasami dostaje cos, co bardzo chce. na przyklad puszke po ciastkach. a wczoraj szmatke kuchenna – najwyzej ja pogryzie, mam takich wiecej. ale jaka to radosc kiedy mozna pobawic sie czyms, co nalezy do swiata ludzi!

znalazlam pare serie zdjec Korka, nizebyt aktualnych, ale chce sie z wami podzielic:

Korek

Korek

Korek


weterynarz

sierpień 3, 2007

namowieni przez znajomych psiarzy (ktorzy juz nie raz nam pomogli i od poczatku kibicowali w poszukiwaniach podenka) wybralismy sie na przeglad szczeniaka ;) cale 20 km, do najlepszego ponoc weterynarza w okolicy.

…jak sie okazalo, chyba najlepszego weterynarza, jakiego znam! a w kazdym razie na pierwszy rzut oka.

gadalismy dobra godzine, chociaz facet przyznal, ze jest na urlopie (w ogole nie musial nas przyjac…). wysluchalismy dlugiej opowiesci o podenkach, ich charakterze, pielegnacji, ze szczegolnym podkresleniem, ze szczenie musi byc regularnie miziane ;) zeby tworzyc wiez emocjonalna z wlascicielem :D Korek zostal wymizianyze wszystkich stron, i stworzyl wiez emocjonalna z weterynarzem :) to obopolna milosc od pierwszego wejrzenia, az bylam lekko zazdrosna…

bo weterynarz tez ma podenki.

ma cale mnostwo psow.

tylko im pozazdroscic, jezeli stosuje w praktyce rady, ktorych nam udzielal, to jego psy maja wspaniale zycie.

przy okazji Korek zostal obejrzany z wszystkich stron, oceniony jako szczenie idealne ;) i po raz kolejny zaprezentowal swoj bezproblemowy stosunek do zycia, ktory nie przestaje mnie zadziwia. a mianowicie nie dosc ze nie zestresowal sie wizyta, dal sie postawic na stole, obmacac, zajrzec w zeby itp., to jeszcze spokojnie zaczal sie na tym stole bawic, a na koniec… zwinal sie w klebek i zasnal. moze to kwestia rasy, bo na nasze pytanie, czy mozemy pod koniec wrzesnia zabrac Korka ze soba do Polski (a pojechac musimy, bo mamy sprawy do zalatwienia), i czy lot samolotem nie bedzie zbyt stresujacy dla szczeniaka, weterynarz stwierdzil, ze tym psom jest wszedzie dobrze :D …i cos w tym jest… w kazdym razie, klamka zapadla, jesli uda nam sie wyrobic ze wszystkimi szczepieniami i Korek bedzie zdrowy, leci z nami. juz sie nie moge doczekac :D

a na razie stosujemy nowa recepte, tj. miziamy Korka do upojenia :D


Korek i dzieci

sierpień 2, 2007

ze Korek lubi dzieci, wiedzielismy od poczatku, bo wlasciciel hodowli mial dwuletniego synka, ktory praktycznie wychowywal sie wsrod psow. ale nie moglismy miec pewnosci, jak szczeniak bedzie zachowywal sie w stosunku do obcych dzieci.

zachowuje sie swietnie.

odwiedzili nas znajomi z dwojka dzieci, ktore od dawna chcialy zobaczyc Korka. Dziewczynki nie przyzwyczajone do psow, wiec mielismy sporo obaw, czesciowo potwierdzonych, bo:

- na poczatku baly sie Korka

- probowaly glaskac go na sile i klepac od gory po glowie (chyba malo ktory pies akceptuje takie zachowanie…)

- biegaly i krzyczaly

ale Korek zachowal sie powazniej od nich :) dawal sie macac, klepac, poprowadzic na smyczy, biegajace dziecko to dla niego haslo do zabawy a nie do ucieczki – ale tez udalo sie go natychmiast uspokoic i odwiesc od pomyslu zabawy w berka. byl spokojny, przyjazny i niebiansko cierpliwy :)

zalapal sie przy okazji na… hustanie na hustawce :) oczywiscie nie sam, tylko na kolanach pana, ale bardzo mu sie spodobalo. mnie ten pies ciagle zadziwia. tym, ze nie boi sie niczego (o odkurzaczu i suszarce do wlosow chyba juz wspominalam, ale hustawka?). spokojem i optyzmizmem.


Korek i ludzie

sierpień 1, 2007

nieznajomi ludzie dziela sie dla Korka na trzy kategorie:

1. potencjalni kumple – do ktorych merda ogonkiem i pozwala sie poglaskac (tylko tyle i az tyle. Korek nie jest wylewny w okazywaniu uczuc. niesmialosc to jedna z glownych cech rasy ;) ) . pozwalam na witanie sie z Korkie, bo chce zeby mial sympatyczne i zroznicowane kontakty z ludzmi. i tak ma mniej okazji do takich kontaktow, niz gdybysmy mieszkali w miescie, wiec korzystamy kiedy tylko sie da. jak zostac potencjalnym kumplem? trzeba byc milym i powiedziec “dzien dobry” pani Korka. to oznacza, ze sie znamy :) samo cmokanie, czy gwizdanie na Korka nie zapewnia sukcesu.

2. obcy – ignorowani lub obchodzeni szerokim lukiem. jesli nie wzbudziles w Korku sympatii, nic ci nie pomoze wdzieczenie sie do niego. najlepiej jakbys zniknal z pola widzenia.

3. wrogowie – grupa nieliczna. osoby ewidentnie niesympatyczne. glownie gbury nie mowiace “dzien dobry”. na wrogow sie warczy i szczeka.

musze przyznac, ze Korek ma swietne wyczucie ludzkiego charakteru. uwielbia sasiada z naprzeciwka – sympatycznego starszego pana (kumpel numer 1), nie cierpi natomiast jego syna, gbura jakich malo, ktory nigdy nie znizyl sie do odezwania sie do mnie chociaz jednym slowem, za to celuje w spojrzeniach ktore moglyby zabic. to tylko jeden z przykladow. obserwujac Korka juz z daleka moge stwierdzic, czy zblizajaca sie osoba jest pozytywnie nastawiona, czy nie.

a tak przy okazji tematu “Korek i ludzie”: Hiszpanie nie sa narodem szczegolnie kochajacym zwierzeta. mozna by o tym duzo napisac. ale mimo wszystkich wad, ma to jedna jasna strone: rzadko zdarza sie, by ktos pchal sie do Korka z lapami, probowal glaskac bez pytania, zgadywal w nieodpowiednim momencie czy w nieodpowiedni sposob. wiekszosc przechodniow ignoruje Korka. i bardzo dobrze.


to juz dwa tygodnie

lipiec 29, 2007

minely strasznie szybko, codziennie dzieje sie cos nowego, a ja nie nadazam notowac :(

Korek rosnie – i tyje, bo jadlby bez przerwy, wiec troche zmniejszylismy porcje, bo stalby sie szerszy niz wyzszy :) Korek sie uczy – wprowadzilismy komendy “rownaj” (na razie trudno powiedziec cos wiecej o efektach, bo Korek od poczatku byl grzeczny na smyczy, wiec roznica jest minimalna), “stoj” (bardziej interesujace sa chrupki w mojej kieszeni niz to, czego sie od niego wymaga, ale w koncu to jeszcze dzieciak, a sytuacja dla niego nowa), “nie wolno” (poczatkowo dzialalo, z czasem sie zepsulo, bo Korek odkryl ze robienie zakazanych rzeczy jest doskonala metoda na zwrocenie na siebie uwagi. ale nie jest zle, bo przynajmniej nie jest uparty). Korek poluje, tzn. szuka myszy na polu – bez wiekszego efektu, ale z duzym zaangazowaniem. nowe odkryci: mysie nory, ktore mozna rozkopywac. Korkowi coraz lepiej stoja uszka :D i potrafi nimi czynic cuda.

i najwiekszy sukces: Korek drapie w drzwi, kiedy potrzebuje wyjsc na siusiu. dzisiaj zazyczyl sobie spaceru o trzeciej w nocy, wiec poszlismy, bo sytuacja okazala sie podbramkowa. duzo to lepsze niz “niespodzianka” na podlodze.

ostatnie dni uplynely pod znakiem nowych znajomosci. najpierw labradorka (kurcze, mamy pecha – przez tydzien byli w naszej wsi turysci z labradorka, a spotkalismy ich dopiero ostatniego dnia!), ktora byla troche straszna ;) bo chciala sie bawic troche zbyt brutalnie jak dla subtelnego Korka. wiec zaczelo sie od placzu i chowania sie za nogi pani, ale po kilku minutach juz bylo OK. drugi znajomy to stary spaniel sasiada – spokojnie obwachany i tyle. no i przede wszystkim – cale mnostwo nowych postaci (psich i ludzkich) na wycieczce.

a wycieczka byla dluga. pojechalismy nad zalew, bo blisko, a Korek nadal wymiotuje w samochodzie. nie jest to bardzo klopotliwe, bo umie rewelacyjnie wymiotowac do torebki (!), ale dla Korka malo przyjemne. wiec musimy stworzyc pozytywne skojarzenia z samochodem – czyli jak najfajniejsze wycieczki. ta byla bardzo fajna. bo woda (zimna, wiec tylko zamoczyl nogi), bo plaza (kopanie dolkow), bo skaly (uwielbia sie wspinac), a przede wszystkim ludzie i inne psy.

a my, wlasciciele, pekalismy z dumy slyszac komentarze “oooo, to podenco ibicenco!” :D

a potem Korek zarzadal miejsca w cieniu i ucial sobie drzemke:

spac


poznajemy nowe miejsca i nowych ludzi

lipiec 22, 2007

nasze najbardziej aktualne cele to:

- przyzwyczaic Korka do jezdzenia samochodem

- zapewnic Korkowi odpowiednia ilosc ruchu

- socjalizacja, socjalizacja i jeszcze raz socjalizacja.

to ostatnie jest najtrudniejsze, bo mieszkamy w malenkiej wsi (a jesli mowie malenkiej, to mam na mysli: malenkiej. na ostatnim zebraniu mieszkancow bylo 7 osob. do tego nalezy doliczyc kilku staruszkow, ktorym nie chcialo sie pojawic). Korek juz poznal miejscowe psy i sasiadow, nauczyl sie, ze koty nie chca sie z nim bawic wiec nie warto ich gonic, i co dalej? powinnismy dostarczac mu jak najwiecej nowych wrazen i przyzwyczajac do rozmaitych sytuacji. na podroz do miasta jeszcze za wczesnie (za daleko, a mlody wciaz zle znosi jazde samochodem. poza tym po takiej jezdzie jest potwornie opluty ;) i wstyd go pokazac ludziom ;) )) … wiec zapraszamy znajomych.

pierwszych gosci Korek olal, bo wlasnie spal. poglaskany zamachal ogonem i zasnal znowu. posiedzielismy, pogadalismy, Korek po obudzeniu bawil sie z goscmi, jakby znal ich od zawsze. a to ciekawe, bo na spacerze na nieznanych ludzi powarkuje. mam nadzieje, ze to kolejny efekt socjalizacji w hodowli, bo wiem, ze byly pan Korka uczyl psy bycia przyjacielskimi dla ludzi, kotrych przyprowadza. mam nadzieje, ze Korek zaufal nam, ze nasi goscie sa “swoi”, a nie po prostu jest kretynem ;) (z tym kretynem oczywiscie zartuje)

a dzisiaj pojechalismy na krotka przejazdzke (nie obylo sie bez slinienia i rzygania) do parku krajobrazowego. Korek trzyma sie blisko nas, rownie grzecznie chodzi na smyczy jak bez. obcych ludzi obserwuje z daleka, bez szczegolnych emocji. pobiegal, pobiegal, az skonczyla mu sie bateryjka, zaczal popiskiwac i musielismy na chwile usiasc, wziac psa na kolana… i pozwolic mu zasnac na 15 minut. i juz wszystko wrocilo do normy :) jednak to jeszcze dziecko i nie mozemy go przemeczac. przepisowe 2 godziny spaceru dotycza chyba doroslych podenkow :)

prosze na mnie nie krzyczec za to, ze spuszczam tak malego szczeniaka ze smyczy w obcym miesjcu. Korek jest posluszny, i nadal jeszcze biegam szybciej od niego. mysle, ze mamy do siebie zaufanie. wzajemne.

Korek na Lorze

na wycieczce weszylismy intensywnie…

Korek na Lorze

i dziwilismy sie swiatu.

Korek na Lorze


piec dni podenka

lipiec 21, 2007

Juz od poczatku bloga wzial w leb zamiar notowania psiego “zycia na goraco”, bo zabraklo czasu, sily i dostepu do internetu. W sumie moze i dobrze, bo to byl ciezki tydzien. Nadal staramy sie „wyczuc” charakter Korka, i zaplanowac postepowanie wobec niego, ale wcale nie jest to takie proste. Postanowilismy dac mu troche czasu na aklimatyzacje, i wykorzystal go w pelni :) Jest strasznie ufnym szczeniakiem, potrzebuje ciaglej uwagi, nigdy za malo pieszczot i zabawy… W sumie chyba norma w tym wieku?

Czego nauczylismy sie o Korku podczas tych 5 dni:

- Jest bardzo ciekawy, nic nie umknie jego uwagi. Wszystko go interesuje. Nic dziwnego, wszystko jest dla niego nowe :) Ale juz widze, ze ma zadatki na psa „myslacego”, czyli szkolenie nie bedzie latwe…….

- Jest z chodowli kennelowej, ale w wersji lux ;) (buda w rozmiarze malego domku kempingowego plus wielki wybieg), i widac, ze wychowywal sie bardziej wsrod psow niz wsrod ludzi. Efekty:

a) nie zebrze przy stole. Od razu probuje na niego wskoczyc ;) Coz, nauczyl sie, ze czego nie zje pierwszy, to zjedza jego bracia. Mnie to cieszy, bo jednak chyba latwiej go bedzie oduczyc kradziezy jedzenia, niz gdyby wyl pod stolem liczac na datki. Trzeba sie za to oduczanie wziac jak najszybciej, zanim podrosnie na tyle, zeby moc faktycznie wskakiwac na stol.

b) nie zalatwia sie w domu! Mysle, ze potraktowal dom jak swoja bude, czyli przedluzenie legowiska. W kazdym razie jeden z powazniejszych problemow wczesnego dziecinstwa mamy z glowy. No, chyba raczej powinnam napisac: wie, ze nie nalezy zalatwiac sie w domu. Zdarzyl mu sie „wypadek” kiedy po raz pierwszy zostal sam (ale to chyba ze stresu). I druga wpadka juz z mojej winy, bo gluptaskowi pomylilo sie okno z drzwiami, i drapal w nie chcac wyjsc, a ja zamiast pomyslec, smialam sie ze pies chce wyjsc oknem… no i w koncu zanieczyscil parapet. Musze byc bardziej czujna.

c) w zabawie podgryza bardzo delikatnie. Matka dobrze go wychowala :)

d) doskonale reaguje na inne psy! Jestem pod ogromnym wrazeniem. Obawialam sie troche pierwszego kontaktu z dosc szczekliwym i malo subtelnym psem sasiada. Pierwszego dnia slyszac szczekanie Korek wykonal w tyl zwrot i zwial. Za drugim razem nie zdazyl (ja tez nie zdazylam go odwolac), bo pies wybiegl nagle z bramy. I co zrobil moj szczeniak? Grzecznie usiadl i pozwolil sie obwachac, nie okazujac ani strachu, ani nie narzucajac sie z czulosciami. Bardzo madrze sie zachowal (a ja i tak sie wystraszylam i mam nauczke, zeby byc bardziej czujna i nie spuszczac go z oka)

- po raz pierwszy znalazl sie w domu, tzn. wewnatrz budynku. Absolutna fascynacja. Poza stolem, niezwykle interesujace sa: zlew (cieknaca woda!), toaleta (j.w.), kuchenka (natychmiast trzeba zaczac oduczac go od skakania i obwachiwania palnikow, wiadomo dlaczego), a takze schody, bo stojac na nich mozna zajrzec co jest na stole.

a oto Korek w ogrodzie – nad kubkiem z kawa (czyli: poludniowy spacerek ekspresowy):

Korek z kawa


mamy podenka!

lipiec 16, 2007

Corcho, czyli Korek to dwumiesieczny podenco ibicenco, vel podenco z Ibizy, vel ca eivissenc, vel ibizan hund. czyli jednym slowem podenek :)

przywiezlismy go wczoraj – cale 250 km, ciezkie 250 km dla psiaka, ktory nigdy wczesniej nie jechal samochodem – a w dodatku ma okropna chorobe lokomocyjna. ale pod koniec wreszcie zasnal na moich kolanach. niestety, bedzie musial sie przyzwyczaic do podrozy, bo my jestesmy bardzo mobilni ;)

poniewaz pracujemy, Korek bedzie musial zostawac sam w domu. plan jest taki, ze w poludnie ktores z nas bedzie do niego przyjezdzac (na szczescie mamy blisko do pracy i zawsze mozna wyskoczyc), sprzatnac “niespodzianki”, wyjsc z nim na chwile… i przy okazji napic sie kawy. i tak do skutku, tzn. az sie nauczy nie brudzic w domu. albo az my dostaniemy swira ;) zobaczymy, co z tego wyjdzie.